Anoreksja, jadłowstręt psychiczny.... trudne, obcobrzmiące słowa. Słysząc je i mając przed oczami zdjęcia wychudzonych anorektyczek można ulec złudzeniu, że tu chodzi tylko o jedzenie, a raczej o nie jedzenie. Prawda jest jednak bardziej złożona...
Zazwyczaj trudno ją zrozumieć na podstawie skomplikowanych wywodów medycznych czy psychologicznych. Równie zagadkowy może byś też czas leczenia, okres wymagający przebudowy właściwie całego dotychczasowego życia. Moim zdaniem najlepiej klimat świata anorektyczek potrafią oddać one same. Poniżej zamieszczony tekst może być próbą spojrzenia na tą chorobę i na jej leczenie oczami osoby, która to przeżyła. Nie jest to jednak osoba po zakończonym procesie leczenia, która patrzy na wszystko z dystansem i spokojem. Kilkunastoletnia autorka tego listu, w momencie jego pisania była w pół drogi. Skończyła już 1,5 miesięczny pobyt w szpitalu, wróciła do domu i do znajomych, chciała dalej o siebie walczyć. Nadal jednak uczestniczyła w terapii grupowej i indywidualnej, nadal perspektywa choroby była jej bliska, nadal miała wiele niezałatwionych spraw. Była jednak już w takim momencie by spojrzeć wstecz i spróbować rozliczyć się z chorobą, napisała do niej list...
Anoreksjo !!!
Pisząc do ciebie, mam okazje zebrać wszystkie swoje myśli i przekazać ci wszystko co mam ci za złe, co o tobie myślę itp. Zatem radzę ci się skupić i uważnie posłuchać.
Kiedy na samym początku namąciłaś mi w głowie, w całości ci się poddałam. Zrobiłaś ze mnie potwora. Z dziecka, które jest pociechą dla bliskich, wesołą uśmiechniętą osobą, która ma wartości, zainteresowania, na osobę kompletnie ich pozbawioną, egoistkę, kogoś komu zależy tylko na kontroli nad wszystkim i wszystkimi. Liczyłaś się dla mnie tylko ty- pasożyt, któremu zależy tylko na tym by psuć. Najgorsze było to, jak przekonywałaś mnie, że staczając się staje się coraz lepsza. Byłam w pełni tego pewna. Nie zauważałam, a właściwie to ty nie chciałaś bym widziała, jak inni wokół przeze mnie cierpią. Z jednej strony bałam się o mamę, nie dość że jest chora to jeszcze ja. Wiedziałam że tata nie wie co mi jest, jak mi pomóc, jak się zachować, boi się o mnie. Ty jednak zagłuszałaś mi te obawy, przekonałaś mnie, że mamę lepiej wykorzystać , by pomogła mi ciebie "pielęgnować', a z taty , który nie da się tak łatwo manipulował, po prostu zrobić wroga. Kiedy zaufałam ci że już sobie pójdziesz, że już znudziło ci się mnie dręczyć, to ty oczywiście nadużyłaś tego i jeszcze bardziej dałaś mi w kość. Wtedy byłaś już taka silna, że prawie przez ciebie umarłam. Kiedy ci już zdrowo zagrożono, to i tak nie dałaś za wygraną, i dalej po chamsku robiłaś swoje. Oszukałaś mnie, ja ci uwierzyłam. Okłamałam siebie samą. Prawdą jest, że mojej winy też w tym było, i to sporo. Przecież sama ci na to pozwoliłam, zaufałam nie wiedząc kim naprawdę jesteś. Myślałam że mnie naprawisz, że dzięki tobie będę lepsza. No cóż ludzie popełniają różne błędy. Nie będę się nad sobą więcej użalać, bo coś czuję że właśnie o to ci chodzi, a ja nie zamierzam robić ci już żadnych przyjemność.
Przez to wszystko co mi zrobiłaś boję się ciebie. Boję się żebyś nie wymyśliła nowego sposobu by mnie zniszczyć. Nikogo nie boje się tak jak ciebie. Dziwnie to brzmi, jednak boję się samej siebie, bo jesteś moją częścią. Mam nadzieję że ta obawa nie sprawi, że mnie przechytrzysz i wszystko popsujesz, ale że zabierze ci jakikolwiek dostęp do mojego życia. Nie będę z tobą walczyć, bo wiem że nie mam szans, nie wygram z tobą, to nie możliwe, więc po co mam próbować? Już zawsze we mnie będziesz. Jakiś kawałek mnie to ja której nienawidzę, nienawidzę, ale pozwolę by sobie była.
Odkąd poznałam wszystkie twoje metody, zrozumiałam, czego tak naprawdę ode mnie chcesz. Już nigdy nie pozwolę sobie by wykonywać twoje pomysły. Zapamiętaj sobie, że jak jeszcze raz namówisz mnie do czegokolwiek, to nie ujdzie ci to na sucho. Przygotuj się że bez względu na to co dalej będzie się ze mną działo, to z tobą i tak będzie coraz gorzej.
Wspomniałam że nienawidzę części siebie, jaką jesteś ty, ale pamiętaj, jest jeszcze ta druga część. Tą druga to ja już lubię. Niestety (dla ciebie), nie będzie ona już tak perfekcyjna, jak by to tobie pasowało. Z cała pewnością jej nie polubisz, ale cóż to już twój problem. Mnie on nie obchodzi.
Bardzo ważne jest też to, że nie jesteśmy same. Wokół mnie jest wielu innych ludzi, moich przyjaciół, rodziny. Nie wszyscy oni cię znają czy w ogóle wiedzą, że we mnie jesteś, jednak nikt z nich cie nie lubi. Na pewno gdyby wiedzieli jak, zrobiliby wszystko byś dała mi spokój. Niektórzy już mi pomogli. Gdyby ich nie było miałabyś większe szanse mnie zabić. Tak więc wiedz, że nie tylko ja zamierzam cię ubezwłasnowolnić.
Jak już wspomniałam zależy ci tylko na tym by niszczyć, moją rodzinę, mnie, jesteś egoistką, nic cię nie obchodzi poza własną wygodą. Jednak, pewnie się zdziwisz , ale dałaś mi też coś pozytywnego. Dzięki tobie nauczyłam się myśleć. Obserwuję siebie i staram naprawić, nie tylko to co ty mi zniszczyłaś, ale też inne rzeczy, które wcześniej mi się nie podobały, zanim cię poznałam. Lecząc się znam już swoją wartość, wcześniej też nie za bardzo ją znałam. Zauważyłam, że nie warto udawać kogoś kim nie jestem, bo to nie wychodzi mi na dobre. Będąc prawdziwą, również mogę wiele osiągnąć. Dzięki tobie, szybciej dojrzałam. Owszem jestem nadal dzieckiem, jednak więcej się nad sobą zastanawiam. Doświadczyłaś mnie. Dzięki tobie wiem dużo więcej o anoreksji i innych uzależnieniach, przez co inaczej patrzę na świat. Może przykro ci to słyszeć, jednak mam inne, ciekawsze zainteresowania niż ty. Prawdą jest że mnie czasem jeszcze wkurzasz. Szczerze dziwię ci się, że ci się chce, bo to nie ma sensu, nic tym nie osiągniesz. Jedyne co potrafisz to doprowadzić siebie do grobu. Bo jeśli ja bym umarła, to ty razem ze mną. Więc po co? Cały czas czuje, że jeszcze do końca nie dajesz mi spokojnie żyć. Przez ciebie czasem panikuję, rozpaczam, nakręcam się ...Nie jest to przyjemne. Nie będę cię o nic prosić, bo wydaje mi się że nie znasz takich słów, jednak jako najbliższa ci osoba, radzę oszczędzić te gry. NIC CI NIE DADZĄ!
Mam nadzieję że zrozumiałaś wszystko co ci przekazałam, że przemyślisz sobie wszystko i wyciągniesz mądre wnioski. Żegnam, nie pozdrawiam.
|